Radiole to urządzenia, które z dużą dozą wyrozumiałości można nazwać pierwszymi wieżami. Zwykle były to przepięknej urody drewniane szafki z wmontowanym radiem i gramofonem, później zaś także magnetofonem kasetowym, wzmacniaczem i głośnikami. Radiola, która trafiła w nasze ręce, to produkt firmy RFT z gwarancją, której ważność wygasła w 1951 roku.

Po tylu latach sprzęt był w stanie dalekim od fabrycznego i zanim przekazaliśmy go Klientowi, został nie tylko gruntownie odnowiony, ale też uległ pewnej istotnej modyfikacji czyniącej go nieco bardziej współczesnym.

Ale po kolei. Kiedy radiola przyjechała do nas, sprawiała przygnębiające wrażenie. Szafka była cała porysowana, wszędzie straszyły ślady wilgoci, odchodził fornir, a drewno tu i ówdzie się rozsychało.

Na pierwszy ogień poszedł gramofon. Oryginalnego urządzenia nie było, zamiast niego ktoś w dość toporny sposób wcisnął tam jeden z pierwszych polskich gramofonów z wkładką krystaliczną. Użyte do zamontowania go zabytkowe wkręty wyglądały nawet ładnie, ale przy okazji zniszczono całą płytę główną, którą należało zrobić właściwie od nowa.

Wbudowany pierwotnie gramofon i radio nie nadawały się do użytku. Gramofonu nie było sensu naprawiać, ponieważ klient zażyczył sobie możliwość odtwarzania tłoczonych do dzisiaj płyt winylowych. W tym celu w radioli zamontowano „współczesny” gramofon Dual CS 1256 z 1979 roku z wkładką typu MM.

Sponiewierana nieznanymi nam zdarzeniami z przeszłości szafka powędrowała do stolarza, który gruntownie ją odnowił. Po oszlifowaniu i fornirowaniu trudno oderwać od niej wzrok. Podobnie z zawartością mechaniczną: próba generalna z użyciem generatora i oscyloskopu wyszła dosłownie śpiewająco. I tu ciekawostka, używając kilkumetrowej anteny udało nam się złapać w radiu kilkanaście stacji zagranicznych – w tym nawet jedną… chińską.

Prawdę mówiąc, on też wymagał serwisu – gruntownej naprawie poddano całą automatykę, dodano przewody RCA i sieciowy (oryginalny był ucięty). Żeby Dual w ogóle był w stanie pracować, „poprawiono” nieco fabrykę, czyli zamontowano przedwzmacniacz gramofonowy, którego oczywiście w oryginale nie było, a także poprawiono złącza w celu łatwiejszego serwisowania sprzętu.

Na szczęście radia nie trzeba było wymieniać. Pozostawiono oryginalne, wcześniej poddawszy je gruntownej renowacji. Naprawę rozpoczęto od przyjrzenia się potencjometrowi obrotowemu z wyłącznikiem. Nasi serwisanci docenili rzetelną robotę konstruktorów sprzed kilkudziesięciu lat – ścieżka oporowa była w świetnym stanie. Trzeba było jednak wymienić pękniętą sprężynkę od wyłącznika sieciowego i zamontować nowy potencjometr.

Kolejnym etapem rewitalizacji była regeneracja styków obrotowego przełącznika rodzaju pracy – dodajmy przy tym, że selektor odpowiadał za wybór fal krótkich, średnich i długich w radiu albo gramofonu. Rutynowo sprawdzono też kondensatory elektrolityczne w zasilaczu sieciowym – co ciekawe, po tylu latach wciąż trzymały parametry, więc zostawiono je w spokoju.

Co innego z kondensatorami papierowymi, tzw. „kartoflakami” (ponieważ zwyczajowo zalewano je smołą lub parafiną), tu żaden z nich nie trzymał parametrów, więc wymieniono je na styrofleksowe, co było o tyle istotne, że stare groziły nawet wybuchem.

 

Zdjęcia nie oddają w pełni urody radioli, która po latach degradowania się w jakiejś szopie stała się nie tylko w pełni funkcjonalnym urządzeniem odtwarzającym dźwięk, ale również pięknym meblem o wysokich walorach ozdobnych.