Magia starego radia – myśli sobie niejeden meloman i przeszukuje serwisy aukcyjne w nadziei na znalezienie lampowego cuda z magicznym oczkiem, które – powiedzmy sobie to wprost – najczęściej lepiej wyglądało, niż grało. A jednak w epoce przesytu sterylnością i dokładnością dźwięku długi czas nagrzewania się lamp, trzaski i zakłócenia jawią się jako niezbywalne składniki obcowania z „teatrem wyobraźni” – jak brzmi nieco już wyświechtana, ale wciąż piękna nazwa radia.

Patria, polski przedwojenny odbiornik radiowy jest pod tym względem powrotem do przeszłości głównie dla osób wymagających. Produkowany w latach 1937-1938 do dzisiaj budzi respekt solidnością wykonania, jednak pomimo stosunkowo prostej konstrukcji jego użytkowanie może sprawiać odbiorcy nieco kłopotów. Patria to odbiornik superreakcyjny, praktycznie dzisiaj niespotykany. Nie ma większej potrzeby wchodzenia w szczegóły techniczne tego rozwiązania, dość powiedzieć, że implikuje ono specyficzny sposób osiągania pożądanego poziomu sygnału. Patria nie posiada bowiem tradycyjnej regulacji siły głosu – dobiera się ją poprzez manipulowanie dwoma nałożonymi na jedną oś pokrętłami. Jedno pokrętło odpowiada za wzmocnienie odbiornika, drugie za reakcję. Wymaga to oczywiście pewnej wprawy i sporej cierpliwości, ale za to jaka jest radość, kiedy w końcu uda się zredukować „gwizd” w głośniku i uzyskać w miarę czysty odbiór stacji!

Jedną z osób, których powyższe ceregiele nie zniechęciły do posiadania Patrii był nasz Klient. 80-letni staruszek (odbiornik, nie Klient) wciąż imponował wizualnie, jednak jego wnętrze wymagało pilnego serwisu. Brakowało wyłącznika sieciowego, uszkodzoną cewkę od fal długich trzeba było na nowo przewinąć, należało też przejrzeć wszystkie luty i zregenerować kondensatory papierowe oraz wymienić całe okablowanie oraz rozlatującą się ze starości izolację.

I oprócz tego wykonać masę drobnych, acz niezbędnych prac serwisowych, żeby przywrócić Patrii zdolność odbioru stacji radiowych.


FOTO:
tylny panel odbiornika radiowego PATRIA

Roboty było raptem na dwa dni. Dwa dni żmudnej, cierpliwej pracy niezbędnej do przywrócenia odbiornikowi może nie stanu fabrycznego, ale takiego w którym cieszył będzie oko i ucho naszego Klienta. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak nawet nie to, że odbiornik jest już sprawny i działa, ale że udało się go naprawić przy użyciu niemal wyłącznie części oryginalnych lub z epoki. Piszę „niemal”, ponieważ należało wymienić w nim jeden kondensator na współczesny. Jeden! Trudno nie poczuć respektu do przedwojennych konstruktorów, którzy zbudowali urządzenie nie tylko zdolne realizować swoje funkcje aż do utraty gwarancji, ale także dziesiątki lat później. Dzisiejsze tunery radiowe zapewne w tym czasie rozpadłyby się ze starości.

I tylko szkoda, że pomimo świetnego stanu technicznego trudno dzisiaj nazwać Patrię odbiornikiem użytkowym. Co prawda odbiera stacje długie, średnie i krótkie, ale w obecnej chwili można na niej słuchać wyłącznie awaryjnej radiostacji Warszawa 1. Czasami wieczorem, gdy jest ładna pogoda, uda się złapać na falach długich zagraniczną stację. Raz nawet udało się nam wychwycić na Patrii stację z… Chin!