– dwie płyty, dwie okładki, ten sam utwór i prawie ta sama muzyka –  

Jest rok 1955 rok. 23-letni Glen Gould gra jeden z największych „przebojów” muzyki poważnej, Wariacje Golbergowskie J. S. Bacha. Od połowy XVIII wieku – czyli od momentu ich napisania obrosły legendą, dzięki czemu chętnie je wykonywano i nagrywano. W połowie XX wieku technologia rejestracji była, patrząc z perspektywy dzisiejszego audiofila, dość prymitywna. Jednak ci sami audiofile, przyzwyczajeni do tradycyjnych sposobów rejestracji, nie słyszą w tym nagraniu niczego ograniczającego. Czego nie mógł zagrać na fortepianie sam Gould, dośpiewał sobie pod nosem, a realizator, który nie dysponował niczym co by te delikatne wokalizy oddzielić, ku uciesze melomanów skrzętnie je zarejestrował. Nagrane przez Glena Gulda w 1955 wariacje stały się swego rodzaju nowym wzorcem metra. Siedzący na niezwykle niskim krześle Gould zagrał je w sposób, który do dziś uznawany jest za na tyle genialny, że nawet zazwyczaj niskiego wzrostu i doskonali technicznie pianiści z Dalekiego Wschodu, nie są w stanie z tym wzorcem się równać.

Jednak czym innym jest zagrać lepiej lub inaczej, a czym innym zagrać tak samo. Wracamy zatem do ułomności technik nagrywania z połowy XX wieku i niezadowolenia innej grupy audiofilów.

Tym z kolei, w przeciwieństwie do miłośników audio-prawdy, w nagraniach z epoki przeszkadza fakt, że to rejestracja monofoniczna, że słychać szumy, trzaski i zniekształcenia. Zatem wszystko to, co dotychczas stanowiło o wartości tej historycznej obecnie rejestracji – kasujemy i nagrywamy od początku. Oczywiście bez głosu podśpiewującego Goulda, likwidujemy także dźwięk odsuwanego krzesła i bez żadnego szacunku dla ułomności dawnych nagrań, żegnamy brutalnie to, co było dotychczas integralną częścią tych nieco ponad 38 minut nagrania.

Otrzymujemy tym samym wypreparowany z emocji, stworzony przez robota o imieniu ZENPH, współczesny rodzaj remasteringu. Kilku niezwykle pracowitych i pomysłowych inżynierów nauczyło go wszystkiego, czym Gould, korzystając z idealnych proporcji, grał w sposób naturalny. Rejestrujemy wszystko ponownie w najwyższej możliwej jakości i oczywiście wydajemy płytę. Nasz bezosobowy robot-pianista to ZENPH, jest niezwykle skomplikowanym, opracowanym w powyższym celu, komputerowym programem. Czy gra równie genialnie jak Gould w 1955 roku? – prawie tak. Czy nagranie jest najwyższej jakości? – zdecydowanie tak. Czy ktoś słyszał o ZENPH? – prawie nikt. „Prawie” robi zatem pewną różnicę i gorsza jakość ponownie wygrywa z ideałem…..

Charakterystyczne krzesło, na którym Gould siadał przy fortepianie.

foto: internet